środa, 22 lipca 2015

SOME MEMORIES NEVER FADE


Kochana, pamiętasz ten dzień, w którym się poznaliśmy? Ja pamiętam go, jakby to było wczoraj.
Park.
Ty, ubrana w dres do ćwiczeń.
Twoje blond włosy związane w wysokiego kucyka.
Wyglądałaś tak ślicznie.
Przebiegałaś właśnie obok mojej ławki, kiedy nagle jakiś kretyn wpadł na ciebie. Nawet nie przepraszając pobiegł dalej. Udałaś, że nic się nie stało, grałaś tą silną, na swój sposób było to urocze. Dopiero później pojedyncze łzy ozdobiły twoją śnieżnobiałą cerę. Nawet nie pamiętam, kiedy ruszyłem z miejsca i pomogłem ci wstać. Zaprowadziłem do mojego domu. Znajdował się niedaleko, naprzeciwko parku. Jak przystało na dobre maniery, po opatrzeniu twojej kostki przedstawiłaś się. Miałaś takie piękne imię. Twoje spojrzenie, którym mnie wtedy obdarzyłaś...nie mógłbym zapomnieć głębi twych oczu.
Dłużej nie powstrzymując się, zaprosiłem cię na kawę. Zgodziłaś się jakby bez chwili namysłu, jakbyś była przygotowana na takie pytanie. Bez tracenia zbędnego czasu poszliśmy do pobliskiej kawiarni. Zaczęłaś temat. Wiesz, szczerze mówiąc, nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. Patrzyłem jedynie na twoje cudowne karmelowe oczy. Czas leciał nieubłagalnie szybko, minuta goniła minutę, godzina goniła godzinę.
W ten oto sposób zaczęła się nasza znajomość. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy, rozmawialiśmy niemal codziennie. Zawsze znajdowałem dla ciebie czas, nawet wtedy, kiedy po treningach byłem wyczerpany, a mój poziom baterii życiowej wynosił 10%. Zawsze poprawiałaś mi humor. Byłaś moją osobistą nadzieją na lepsze jutro. Doskonale pamiętam dzień, w którym powiedziałam ci o mych uczuciach, niemalże każde pojedyncze słowo wyryło się w mojej pamięci. 
Wiesz, co było najlepsze? Nie odrzuciłaś mnie. 
Dzięki tobie stałem się najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego wybrałaś właśnie mnie. 
Nawet nie zauważyłem, kiedy minął rok odkąd byliśmy razem. Moje uczucia pozostały niezmienne, może nie wyrażałem ich tak często jakbyś tego chciała, ale zależało mi na tobie, jak na nikim innym. Jednak ty …. z dnia na dzień stawałaś się dla mnie coraz to chłodniejsza. Nie spotykaliśmy się już tak często. Nie odbierałaś moich telefonów. Ja, głupi, nawet nie zauważyłem tego, że być może coś cię trapi. Nie, może po prostu nie chciałem do siebie dopuścić tej myśli.
Pamiętam dzień, w którym ujrzałem cię, leżącą na sofie...byłaś cała blada, niemalże śniada. Wyglądałaś na wykończoną. Łzy stanęły mi w oczach. Oczekiwałem jakiegokolwiek wytłumaczenia.



Białaczka...



Zamilkłaś. Mimo, iż nic nie mówiłaś, to twoje słowa obijały się w moim umyśle niczym echo. Nieznośne echo, przyprawiające o zawrót głowy.
Mijały dni i noce, a do mnie nadal nie docierało to, że jesteś chora. 
Nadal obwiniałem siebie za to, że tego nie dostrzegałem. 
Z dnia na dzień traciłaś swój ciepły, szczery uśmiech.

Straciłem cię na zawsze, a wraz z tobą także i cząstkę mnie.

Zapytacie pewnie, co mi teraz pozostało oprócz wspomnień, których tak bardzo pragnę się wyzbyć, by zapomnieć o tobie ... tak jak tego chciałaś. 
Został mi jedynie ból, który nie jest spowodowany utratą bliskiej osoby...nie, zdążyłem już do tego przywyknąć, oswoić się z nim, stać się z nim jednością.
Ból, który jest spowodowany tym, że nie zdążyłem ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham...




Autor / TaeTae




1 komentarz:

  1. To jest takie... ugh... Nie wiem co mam powiedzieć :D Piękne? Za mało.. No nie wiem. Zabrakło mi słów, a to się rzadko zdarza, bo cały czas mam coś do powiedzenia...
    Mam nadzieję, że będzie więcej takich cudnych opowiadań. Nie wiem czemu, ale lubię takie coś :D
    Weny życzę :3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy