Sen był przyjemny. Czułam się delikatna jak płatek kwiatu, który oderwał się i szybuje w powietrzu. Nie trwał on jednak długo. Pomału wracałam do rzeczywistości. Moje zmysły powracały do normy. Jeszcze drzemiąc do mych uszu docierały odgłosy metropolii. Słyszałam jak chłopcy krzątają się po dormie. Mój umysł pomału się wybudzał. Chciałam wstać i sprawdzić, która godzina. Przywitać się z domownikami. Jednak byłam jeszcze zbyt zaspana. Nie mogłam nawet zmusić się, by wstać. Dałam radę tylko lekko otworzyć oczy. Leżałam na boku skierowana w stronę okien. Dzienne światło wpadające oślepiło moje oczy. Instynktownie zasłoniłam się ręką. Wzrok wrócił, a ja siłowałam się sama ze sobą, by w końcu się podnieść. Dźwignęłam się leniwie rękoma i zastałam w jednej pozie. Wyglądałam jakbym robiła pompki. Spojrzałam na śpiwór, w którym spał Kooki. Był pusty.
Musieli już wstać. Ciekawe, czy tylko ja jeszcze śpię?
Lekko zestresowana dumałam sama ze sobą. Zmysły wystarczająco wróciły, bym mogła zacząć funkcjonować. Nabrałam siły, po czym dźwignęłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam oczy, by lepiej widzieć. Zaczęłam się rozglądać. Wszystkie śpiwory były puste. Tylko ja spałam tak długo. Zaśmiałam się w duchu, automatycznie odpowiadając sobie na pytanie. Dziwne myśli wkradły się do mojej głowy.
A co jak obserwowali mnie jak spałam? A
co jak się śliniłam, gadałam przez sen albo co gorsze...chrapałam?
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, coraz bardziej do mojej głowy napływały straszniejsze scenariusze. Spojrzałam w stronę kuchni. Za wyspą stał Jin, który jak mi się wydawało, coś gotował. Do moich nozdrzy dopłynął cudowny zapach. Żołądek dał o sobie znak cichym pomrukiem. Głos nie wrócił w pełni. Chciałam powiedzieć, że wstałam, ale czułam, że jeszcze muszę poczekać. Usłyszałam z holu kroki i przedrzeźnianie się.
Głosy były coraz głośniejsze. Obróciłam się w
stronę wejścia do salonu, przez które wszedł Rap Monster z V. Rap
Mon niósł siatkę z zakupami, a młodszy skakał przy nim, ględząc mu do
ucha. Zauważyli, że się na nich patrzę. Uśmiechnęłam się.
W odpowiedzi dostałam to samo, jednak nie trwało to
długo, bo V znów zaczął oblegać lidera.
Rap Mon poszedł do kuchni i postawił zakupy na blacie. Jin odwrócił się i zaczął wypakowywać zakupy. Patrzałam na niego, wciąż nic nie mówiąc. Po chwili obserwowania poczuł, że ktoś na niego patrzy. Szybko podniósł głowę w moją stronę. Pomachałam mu bez słowa. Uroczo się uśmiechnął i wrócił do wypakowywał rzeczy. Lider tłumaczył V, że nie ma nic dla niego, żeby przestał, bo zaczyna go denerwować. Rudowłosy wciąż upierał się, że pewnie coś mu kupił. Rap Mon zignorował go i zaczął rozmawiać z Jinem.
Rap Mon poszedł do kuchni i postawił zakupy na blacie. Jin odwrócił się i zaczął wypakowywać zakupy. Patrzałam na niego, wciąż nic nie mówiąc. Po chwili obserwowania poczuł, że ktoś na niego patrzy. Szybko podniósł głowę w moją stronę. Pomachałam mu bez słowa. Uroczo się uśmiechnął i wrócił do wypakowywał rzeczy. Lider tłumaczył V, że nie ma nic dla niego, żeby przestał, bo zaczyna go denerwować. Rudowłosy wciąż upierał się, że pewnie coś mu kupił. Rap Mon zignorował go i zaczął rozmawiać z Jinem.
V stał z obrażoną miną za dyskutującymi chłopakami.
Dał sobie spokój i ruszył w moją stronę. Obserwowałam go, jak z
każdym krokiem jest coraz bliżej.
Usiadł koło mnie na dywanie i położył swoją głowę na moim ramieniu. Zaskoczył mnie swoim zachowaniem, ale zostawiłam, go tak jak chciał.
-Noona, czemu się nie przywitasz? - usłyszałam donośny głos zza swoich pleców. Obok telewizora stał jeszcze w ciuchach, w których spał, Hobie. Włączał telewizor i uśmiechał się promiennie. Spojrzał na V i tak jak on usiadł po mojej drugiej stronię. Chciałam się odezwać, ale z trudem mogłam cokolwiek wydusić z krtani. Zaskoczona zaczęłam przełknąć ślinę. Dopiero teraz od czasu przebudzenia doszło do mnie, że nie mogę nic powiedzieć.
Narzekałam krótko w myślach, bo niestety nie mogłam tego powiedzieć na głos. Pierwszy raz straciłam głos. Wysiliłam się i cicho ochrypłym głosem oznajmiłam:
-Nie mogę...mówić... - Kończąc kaszlnęłam i złapałam się za gardło. Hobie zdziwiony i zmartwiony wyciągnął rękę, i sprawdził moje czoło. Miał przyjemnie zimną dłoń.
-Ciepłe! - oznajmił z przejęciem w głosie do wszystkich zebranych w salonie. W międzyczasie do salonu wszedł nieogarnięty wciąż Suga. Jego włosy były porozrzucane na wszystkie strony. Pomachał nam i ruszył w stronę kuchni nie zauważając obecnej sytuacji. Chwycił za stojącą szklankę wody i upił spory łyk. Hobie postanowił interweniować. - Chłopaki! - Zwrócił się do zajętych członków. Obrócili się w naszą stroną i czekali na wypowiedź.
-Noona nie może mówić! Jest cała rozpalona. Chyba się przeziębiła! - Spojrzałam na Hobiego w duchu dziękując, że się domyślił. Czułam się coraz gorzej. Skoki temperatury sprawiały, że było mi ciepło, a zaraz zimno. V wyprostował się i przyłożył mi rękę do czoła. Jego mina mówiła sama za siebie. On też stwierdził, że się przeziębiłam. Członkowie stojący w kuchni zdziwili się i zaczęli ustalać, co dalej z tym fantem zrobić. Suga przyniósł mi szklankę wody i oczywiście, tak jak wcześniej reszta, dotknął mojego czoła, krzywiąc się. Dziwnie się czułam, nie mogąc nic powiedzieć, a tylko patrzeć jak każdy dotyka mojego czoła. Yoongi klapnął na ziemi obok Hobiego i pogłaskał mnie po włosach. Lubiłam jak ktoś to robi. Jin oznajmił, że zrobi specjalną herbatę, która na pewno pomoże. Rap Mon już niósł z pokoju kołdrę, przewieszoną przez bark w między czasie, podnosząc mnie z ziemi silnymi rękoma. Po chwili stałam tuż przed nim, a nasze oczy spotkały się na tej samej wysokości. Były naprawdę urzekające i magnetyczne. Gładził dłońmi moje ramiona, wpatrując się we mnie badawczym, ale i dodającym otuchy spojrzeniem. Po chwili poprowadził mnie w stronę sofy i kazał mi się na niej położyć. Nie powiem, że mi się nie podobało, jak się o mnie troszczyli. Podobało mi się i to jeszcze jak bardzo. Opiekowali się mną, ale przez to coraz bardziej martwiło mnie, czy dobrze pełnię swoją role jako manager. W końcu nie mogę być też taka bezradna. Jeszcze moja choroba zaprząta im głowę. Nie mogłam nic powiedzieć, wykonywałam gesty rękoma, próbując oznajmić, że tam było też dobrze i po co takie starania. On tylko się uśmiechnął i odwrócił głowę.
- Rora... - zwrócił moją uwagę, wymawiający głośno moje imię V wraz z dającym się zauważyć w koreańskiej wymowie mojego imienia nie L a R . - Nie ruszaj się z tej sofy ani o krok. Tam będzie ci wygodniej.
Hobi wyminął zabawiającego się w ojca V, klepiąc go po plecach żeby się uspokoił i podłożył mi delikatnie poduchę pod głowę, po czym przykrył mnie kołdrą. W pustą przestrzeń obok mojej głowy usiadł Suga. Kazał mi się na chwilę podnieść. Wszyscy zachowywali się jak niańki, ale zamiast małego dziecka byłam ja, ich manager. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Dopiero gdy podniósł poduszkę i położył ją na swoich udach, zrozumiałam, że chciał, żebym położyłam się na jego nogach. Gdybym miała głos powiedziałabym mu, że nie ma takiej potrzeby, ale teraz moje gesty były na nic. Złapał moje ręce w lekki, delikatny sposób i przyciągnął do siebie. Na moje policzki wkradał się delikatny rumieniec. Posłusznie ułożyłam się w bardzo wygodnej pozycji, by nie zauważył rumieńców. Moja głowa i poduszka znajdowała się teraz na jego nogach. Było mi trochę niezręcznie. Ostatni raz leżałam dawno, dawno temu na nogach mojej koleżanki, która została w Polsce, ale nigdy na chłopaka. Byłam odwrócona twarzą w jego stronę. Czułam jak oddycha. Siedział tak jakby nic się nie działo, jakby to było normalne, jakbyśmy znali się całe życie. Rozmawiał z chłopakami. Leżałam i wpatrywałam się w jego twarz. Była delikatna, lecz zarazem męska. Delikatne rysy łączyły się z ostrzejszymi. Usta cienkie, ale wydatne w kolorze maliny. Zauważyłam, że gdy się uśmiechał widać mu było kawałek górnego dziąsła. Uważałam to za urocze i słodkie. Oczy odgrywały największą rolę na twarzy. Były małe. ale mimo to stanowiły dużą część twarzy. Miały kolor ciemnego brązu. Gdy się uśmiechał robiły to wraz z nim. Cała twarz Yoongiego była jak widać dokładnie obmyślona.
Pomyślałam o jego rodzicach. Zaśmiałam się w duchu, gdy na jego twarzy pojawił się śmieszny zaraźliwy grymas. Usłyszał, chyba mój cichy żałosny jęk przypominający śmiech. Przechwycił moje spojrzenie. Przez sekundę pomyślałam o rumieńcach, ale jego uśmiech za bardzo na mnie działał, bym panikowała. Uśmiechnęłam się, by wybrnąć z sytuacji i obróciłam się w stronę telewizora. Wciąż czułam na czubku głowy jego wzrok. W telewizji leciały wiadomości. Niski i drobny prezenter ubrany w garnitur mówił coś o przeszłym już huraganie. W całym rejonie Seulu powstały usterki i skutki mocnego wiatru. Na sam widok wiatru zrobiło mi się zimno. Gęsia skórka pojawiła się na moim ciele i zadrżałam. Mocniej zacisnęłam splecione ręce obok policzka i nie planując, przejechałam po udzie Sugi. Jego mięśnie trochę się naprężyły, ale zaraz rozluźniły. Poczułam falę ulgi. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w otoczenie. Za oknem słychać było świszczenie lekkiego wiatru. Słyszałam krzątającego się Jina po kuchni, otwierającego szafki i lodówkę. Dało się usłyszeć puszczoną wodę w łazience. Wyłapałam nawet rozmowę, bodajże Rap Monstera przez komórkę. Śmiesznie wymawiał niektóre słowa. Pewnie to przez dialekt. Uśmiechnęłam się w duchu i lekko uniosłam kąciki ust. Na kolanach Yoongiego było naprawdę wygodnie. Musiałam wyglądać jak kot tulący się do właściciela, co trochę mnie krępowało. Z zamyślenia gwałtownie wyciągnął mnie cielesny szok. Poczułam na swoim ramieniu ciepłą męską dłoń. Nie musiałam się domyślać kogo. Suga delikatnie i czule gładził mnie po ramieniu aż do dłoni. Zaparło mi dech w piersi, a moje serce przyśpieszyło. Zaskoczona utkwiłam przerażony wzrok w punkt przed sobą. Yoongi chyba nie zauważył żadnej z moich reakcji. Wciąż mnie dotykał i to coraz odważniej. Nawet jakbym chciała coś powiedzieć lub zwrócić mu uwagę to nie mogłam, w końcu odebrało mi głos. Palce Sugi zmieniły się w całą dłoń. Czułam każde zgrubienie i delikatne miejsca na jego dłoni. Powoli zszokowanie i przerażenie zmieniało się w uczucie przyjemności. Moja zimna skóra ocieplała się od jego dotyku. Wszystkie wzburzone emocje przeszły, ustępując przyjemności. Mój oddech ustatkował się, a serce biło normalnym rytmem, napełniając się czymś w rodzaju uczucia, które mogło wyrażać coś, co odrzucałam już od pierwszej chwili poznania ich. Czułam, że się na mnie patrzy, jednak nie miałam odwagi odwzajemnić jego spojrzenia. Udawałam, że śpię. Jego klatka piersiowa unosiła się w stałym tempie. Nie odrywał ani na chwilę ręki. Od barku jego dłoń zsuwała się po ramieniu aż doszła do łokcia i zjechała jeszcze niżej do nadgarstka, jednak nie złapał mnie za dłoń. Zatrzymał się przy kostce i przywarł swoją rękę do mojej.
W myślach włączyła się moja rola managera, o której istnieniu zaczynałam
pomału zapominać. Nie spodziewałam się takiego zachowania z jego strony. Nawet nie pomyślałabym, że będę leżeć na jego kolanach. Nie wiem, co o tym myśleć. To chyba trochę niestosowne. Chyba? Trochę? Co ja gadam! To bardzo niestosowne...W końcu jestem jego managerem i nie wypada. Jednak ta przyjemność. Chciałam się jej jeszcze trochę poddać. Patrząc z drugiej strony to nic nie znaczy, to nie jest przestępstwo. On i tak myśli, że śpię więc, co mi szkodzi. Pomału zwijając się w kłębek jak kot, zanurzałam się w przyjemności, sprawioną czułością chłopaka.
Usiadł koło mnie na dywanie i położył swoją głowę na moim ramieniu. Zaskoczył mnie swoim zachowaniem, ale zostawiłam, go tak jak chciał.
-Noona, czemu się nie przywitasz? - usłyszałam donośny głos zza swoich pleców. Obok telewizora stał jeszcze w ciuchach, w których spał, Hobie. Włączał telewizor i uśmiechał się promiennie. Spojrzał na V i tak jak on usiadł po mojej drugiej stronię. Chciałam się odezwać, ale z trudem mogłam cokolwiek wydusić z krtani. Zaskoczona zaczęłam przełknąć ślinę. Dopiero teraz od czasu przebudzenia doszło do mnie, że nie mogę nic powiedzieć.
Chyba się
przeziębiłam. Świetnie!
Narzekałam krótko w myślach, bo niestety nie mogłam tego powiedzieć na głos. Pierwszy raz straciłam głos. Wysiliłam się i cicho ochrypłym głosem oznajmiłam:
-Nie mogę...mówić... - Kończąc kaszlnęłam i złapałam się za gardło. Hobie zdziwiony i zmartwiony wyciągnął rękę, i sprawdził moje czoło. Miał przyjemnie zimną dłoń.
-Ciepłe! - oznajmił z przejęciem w głosie do wszystkich zebranych w salonie. W międzyczasie do salonu wszedł nieogarnięty wciąż Suga. Jego włosy były porozrzucane na wszystkie strony. Pomachał nam i ruszył w stronę kuchni nie zauważając obecnej sytuacji. Chwycił za stojącą szklankę wody i upił spory łyk. Hobie postanowił interweniować. - Chłopaki! - Zwrócił się do zajętych członków. Obrócili się w naszą stroną i czekali na wypowiedź.
-Noona nie może mówić! Jest cała rozpalona. Chyba się przeziębiła! - Spojrzałam na Hobiego w duchu dziękując, że się domyślił. Czułam się coraz gorzej. Skoki temperatury sprawiały, że było mi ciepło, a zaraz zimno. V wyprostował się i przyłożył mi rękę do czoła. Jego mina mówiła sama za siebie. On też stwierdził, że się przeziębiłam. Członkowie stojący w kuchni zdziwili się i zaczęli ustalać, co dalej z tym fantem zrobić. Suga przyniósł mi szklankę wody i oczywiście, tak jak wcześniej reszta, dotknął mojego czoła, krzywiąc się. Dziwnie się czułam, nie mogąc nic powiedzieć, a tylko patrzeć jak każdy dotyka mojego czoła. Yoongi klapnął na ziemi obok Hobiego i pogłaskał mnie po włosach. Lubiłam jak ktoś to robi. Jin oznajmił, że zrobi specjalną herbatę, która na pewno pomoże. Rap Mon już niósł z pokoju kołdrę, przewieszoną przez bark w między czasie, podnosząc mnie z ziemi silnymi rękoma. Po chwili stałam tuż przed nim, a nasze oczy spotkały się na tej samej wysokości. Były naprawdę urzekające i magnetyczne. Gładził dłońmi moje ramiona, wpatrując się we mnie badawczym, ale i dodającym otuchy spojrzeniem. Po chwili poprowadził mnie w stronę sofy i kazał mi się na niej położyć. Nie powiem, że mi się nie podobało, jak się o mnie troszczyli. Podobało mi się i to jeszcze jak bardzo. Opiekowali się mną, ale przez to coraz bardziej martwiło mnie, czy dobrze pełnię swoją role jako manager. W końcu nie mogę być też taka bezradna. Jeszcze moja choroba zaprząta im głowę. Nie mogłam nic powiedzieć, wykonywałam gesty rękoma, próbując oznajmić, że tam było też dobrze i po co takie starania. On tylko się uśmiechnął i odwrócił głowę.
- Rora... - zwrócił moją uwagę, wymawiający głośno moje imię V wraz z dającym się zauważyć w koreańskiej wymowie mojego imienia nie L a R . - Nie ruszaj się z tej sofy ani o krok. Tam będzie ci wygodniej.
Hobi wyminął zabawiającego się w ojca V, klepiąc go po plecach żeby się uspokoił i podłożył mi delikatnie poduchę pod głowę, po czym przykrył mnie kołdrą. W pustą przestrzeń obok mojej głowy usiadł Suga. Kazał mi się na chwilę podnieść. Wszyscy zachowywali się jak niańki, ale zamiast małego dziecka byłam ja, ich manager. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Dopiero gdy podniósł poduszkę i położył ją na swoich udach, zrozumiałam, że chciał, żebym położyłam się na jego nogach. Gdybym miała głos powiedziałabym mu, że nie ma takiej potrzeby, ale teraz moje gesty były na nic. Złapał moje ręce w lekki, delikatny sposób i przyciągnął do siebie. Na moje policzki wkradał się delikatny rumieniec. Posłusznie ułożyłam się w bardzo wygodnej pozycji, by nie zauważył rumieńców. Moja głowa i poduszka znajdowała się teraz na jego nogach. Było mi trochę niezręcznie. Ostatni raz leżałam dawno, dawno temu na nogach mojej koleżanki, która została w Polsce, ale nigdy na chłopaka. Byłam odwrócona twarzą w jego stronę. Czułam jak oddycha. Siedział tak jakby nic się nie działo, jakby to było normalne, jakbyśmy znali się całe życie. Rozmawiał z chłopakami. Leżałam i wpatrywałam się w jego twarz. Była delikatna, lecz zarazem męska. Delikatne rysy łączyły się z ostrzejszymi. Usta cienkie, ale wydatne w kolorze maliny. Zauważyłam, że gdy się uśmiechał widać mu było kawałek górnego dziąsła. Uważałam to za urocze i słodkie. Oczy odgrywały największą rolę na twarzy. Były małe. ale mimo to stanowiły dużą część twarzy. Miały kolor ciemnego brązu. Gdy się uśmiechał robiły to wraz z nim. Cała twarz Yoongiego była jak widać dokładnie obmyślona.
Kawał dobrej roboty!
Pomyślałam o jego rodzicach. Zaśmiałam się w duchu, gdy na jego twarzy pojawił się śmieszny zaraźliwy grymas. Usłyszał, chyba mój cichy żałosny jęk przypominający śmiech. Przechwycił moje spojrzenie. Przez sekundę pomyślałam o rumieńcach, ale jego uśmiech za bardzo na mnie działał, bym panikowała. Uśmiechnęłam się, by wybrnąć z sytuacji i obróciłam się w stronę telewizora. Wciąż czułam na czubku głowy jego wzrok. W telewizji leciały wiadomości. Niski i drobny prezenter ubrany w garnitur mówił coś o przeszłym już huraganie. W całym rejonie Seulu powstały usterki i skutki mocnego wiatru. Na sam widok wiatru zrobiło mi się zimno. Gęsia skórka pojawiła się na moim ciele i zadrżałam. Mocniej zacisnęłam splecione ręce obok policzka i nie planując, przejechałam po udzie Sugi. Jego mięśnie trochę się naprężyły, ale zaraz rozluźniły. Poczułam falę ulgi. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w otoczenie. Za oknem słychać było świszczenie lekkiego wiatru. Słyszałam krzątającego się Jina po kuchni, otwierającego szafki i lodówkę. Dało się usłyszeć puszczoną wodę w łazience. Wyłapałam nawet rozmowę, bodajże Rap Monstera przez komórkę. Śmiesznie wymawiał niektóre słowa. Pewnie to przez dialekt. Uśmiechnęłam się w duchu i lekko uniosłam kąciki ust. Na kolanach Yoongiego było naprawdę wygodnie. Musiałam wyglądać jak kot tulący się do właściciela, co trochę mnie krępowało. Z zamyślenia gwałtownie wyciągnął mnie cielesny szok. Poczułam na swoim ramieniu ciepłą męską dłoń. Nie musiałam się domyślać kogo. Suga delikatnie i czule gładził mnie po ramieniu aż do dłoni. Zaparło mi dech w piersi, a moje serce przyśpieszyło. Zaskoczona utkwiłam przerażony wzrok w punkt przed sobą. Yoongi chyba nie zauważył żadnej z moich reakcji. Wciąż mnie dotykał i to coraz odważniej. Nawet jakbym chciała coś powiedzieć lub zwrócić mu uwagę to nie mogłam, w końcu odebrało mi głos. Palce Sugi zmieniły się w całą dłoń. Czułam każde zgrubienie i delikatne miejsca na jego dłoni. Powoli zszokowanie i przerażenie zmieniało się w uczucie przyjemności. Moja zimna skóra ocieplała się od jego dotyku. Wszystkie wzburzone emocje przeszły, ustępując przyjemności. Mój oddech ustatkował się, a serce biło normalnym rytmem, napełniając się czymś w rodzaju uczucia, które mogło wyrażać coś, co odrzucałam już od pierwszej chwili poznania ich. Czułam, że się na mnie patrzy, jednak nie miałam odwagi odwzajemnić jego spojrzenia. Udawałam, że śpię. Jego klatka piersiowa unosiła się w stałym tempie. Nie odrywał ani na chwilę ręki. Od barku jego dłoń zsuwała się po ramieniu aż doszła do łokcia i zjechała jeszcze niżej do nadgarstka, jednak nie złapał mnie za dłoń. Zatrzymał się przy kostce i przywarł swoją rękę do mojej.
Co on wyrabia?!
W myślach włączyła się moja rola managera, o której istnieniu zaczynałam
pomału zapominać. Nie spodziewałam się takiego zachowania z jego strony. Nawet nie pomyślałabym, że będę leżeć na jego kolanach. Nie wiem, co o tym myśleć. To chyba trochę niestosowne. Chyba? Trochę? Co ja gadam! To bardzo niestosowne...W końcu jestem jego managerem i nie wypada. Jednak ta przyjemność. Chciałam się jej jeszcze trochę poddać. Patrząc z drugiej strony to nic nie znaczy, to nie jest przestępstwo. On i tak myśli, że śpię więc, co mi szkodzi. Pomału zwijając się w kłębek jak kot, zanurzałam się w przyjemności, sprawioną czułością chłopaka.
***
Przez
zamknięte oczy w całościowym wyłączeniu się z rzeczywistości pod uzależniającym dotykiem, poczułam jakiś ruch. Otworzyłam
zaspane oczy. Przed sobą ujrzałam przyglądającego się mi z
niebezpiecznie bliskiej odległości V. Wgapiał się swoimi
wydatnymi oczami prosto w moją twarz. Między nami nastała cisza
i dziwna atmosfera. Wyglądało to jak nieustawiona gra w króla ciszy.
Przypomniałam sobie o niedawnej sytuacji i dotyku męskiej, ale zarazem delikatnej dłoni.
Musiałam zasnąć, nawet nie wiedziałam
kiedy...
Przypomniałam sobie o niedawnej sytuacji i dotyku męskiej, ale zarazem delikatnej dłoni.
-Noona! Już się obudziłaś?! - powiedział słodkim, ale wciąż męskim, głębokim głosem. Nie poruszył się ,ani nie odsunął o milimetr. Poczułam, że jak zaraz nie zareaguję to szlag trafi obowiązki managera, które i tak zaniedbałam...czułam się winna. Niby nic się nie stało, ale uczucie to nie dawało mi spokoju.
Nakrzyczałam na siebie za swoje zachowanie.
Nie zachowuj się jak nastolatka!
Nakrzyczałam na siebie za swoje zachowanie.
-
O! Suga Hyung! Też się obudziłeś! - Teraz skierował uwagę na
Yoongiego, który tak jak i ja musiał zasnąć. Powędrowałam za wzrokiem Taehyunga. - Spaliście jak
zabici! - oznajmił i zaśmiał się z grubsza.
Z trudem podniosłam się do
pozycji siedzącej. Miałam nadzieję, że zostanę na kolanach chłopaka w tej błogiej przyjemności na zawsze. Szybko rozważna strona mnie odrzuciła te obrazy i ponagliła moje ciało do wstania. Usiadłam wyprostowana, jednak wciąż oszołomiona koło Sugi, tak że nasze ramiona przylegały do siebie. Nie interesując się rozmową chłopców poprawiłam włosy, które nie były
najlepszego stanu. Spojrzałam na siedzącego obok Sugę, który
też poprawiał włosy i przecierał oczy, odpowiadając V na odczepnego.
Przeleciałam spojrzeniem po
pomieszczeniu. Nie było nikogo oprócz naszej trójki.
-Ile spaliśmy? - Bez namyślenia wydawałam z siebie
dźwięk. Głupia, zapomniałam, że i tak nie mam głosu, ale
jakimś magicznym sposobem dźwięk wydobył się z moich strun.
Dźwięk, który był zachrypnięty i cichy. Jednak jakiś był.
Suga trochę zdziwiony, uśmiechnął się pod nosem i czekał, aż
dalej coś powiem. Chyba sam nie wiedział, ile spaliśmy, bo
patrzał na zastanawiającego się V.
-Hmm! - mruczał myślący V. - Chyba około godziny! -
Odrzekł zadowolony ze swoich obliczeń.
-A gdzie reszta? - spytał Suga, szukając wzrokiem reszty chłopaków.
-Poszli na miasto jakąś chwilę temu! - odpowiedział
V, kierując się w stronę kuchni. - Noona, Jin hyung zrobił chwilę przed wyjściem herbatę, która ci pomoże. - Podniósł z blatu
parujący kubek. - Tylko uważaj bo jest gorąca! - Ostrożnie szedł
i dmuchał na parujący wierzch kubka.
-Umm! Dziękuję! - wyszeptałam cicho i sięgnęłam
po kubek, który podał mi Tae. Gardło bolało mnie
niemiłosiernie.
Opieprzałam samą siebie w duchu. Zdarłam sobie gardło, przez
moją głupotę. Powąchałam unoszącą się parę i poczułam
mieszankę ziół, owoców leśnych i na pewno jakąś niezidentyfikowaną magiczną domieszką, która sprawi, że po sekundzie przejdzie wszystko. Uwielbiałam takie herbaty.
Dla ostrożności chuchnęłam na gorący napój i upiłam łyk. Ciepło rozlało się po całym moim ciele, kojąc ból w
samym środku epicentrum. Ulga była nie do opisania. Nie wiem
skąd Jin zna takie świetne pomysły i metody leczenia, ale ta
była niesamowita. Gdy piłam łyk po łyku, czułam jak coraz to
lepiej sprawuje się moje gardło. Nim się obejrzałam z
wspaniałej mikstury została tylko kropelka. Suga i V buszowali
po szafkach w celu wyjedzenia resztek. Postanowiłam, że zbiorę
nasz chlew z podłogi.
Po co się odzywałaś, kretynko!
Zebrałam śpiwory i poduszki. Poskładałam je i zaniosłam do pokoju, z którego przywędrowały. Wróciłam do salonu i kierowałam się w stronę dawnego miejsca na kanapie. Tylko, że teraz nie siedział tam Yoongi. Właściwie to siedział na miękkim dywanie, oparty o kanapę. Grał w grę na konsoli. Obserwowałam jak rozgrywa piłkę koszykową w meczu koszykówki. Grafika była niesamowicie realna. Wydawałoby się, że to prawdziwy mecz i prawdziwi ludzie. Nie grał, by wygrać, raczej w wyniku nudy.
Czułam się o wiele lepiej. Gorączka spadła. Głos powoli wracał do normy. Był jeszcze zachrypnięty, ale już mogłam powiedzieć proste zdania. Gardło wciąż bolało, ale tylko gdy mówiłam. Muszę iść do apteki lub do lekarza. Muszę się też przebrać, bo ciągle paraduję w koszulce i majtkach. Cholera! Paraduję z prawie gołymi pośladkami po dormie swoich wychowanków, a raczej dojrzałych mężczyzn...
Czułam się o wiele lepiej. Gorączka spadła. Głos powoli wracał do normy. Był jeszcze zachrypnięty, ale już mogłam powiedzieć proste zdania. Gardło wciąż bolało, ale tylko gdy mówiłam. Muszę iść do apteki lub do lekarza. Muszę się też przebrać, bo ciągle paraduję w koszulce i majtkach. Cholera! Paraduję z prawie gołymi pośladkami po dormie swoich wychowanków, a raczej dojrzałych mężczyzn...
Oszołomiona tym stwierdzeniem stanęłam w pół drogi i zamarłam, pogrążając się w zażenowaniu. Suga zauważył kątem oka. że coś jest nie tak. Usiadłam wygodnie na kanapie zakrywając koszulą gołe uda.
-Wszystko okej? Chcesz zagrać? - rzucił, odrywając się od gry.
-Czemu nie. - zgodziłam się gestem głowy i cichym mruknięciem. - Tylko nie wiem jak...- Przeniosłam na niego wzrok i ześlizgnęłam się na dywan, siadając obok niego. Podał mi pada, ale nie puścił go do końca.
-To jest pad, tym sterujesz. Twoja drużyna to ta czerwona...- Zaciekle tłumaczył reguły gry. - Tym przyciskiem się poruszasz! - Wskazywał na duży czarny przycisk, i na kolejne małe. - Tym rzucasz do kosza, tym skaczesz, a tym z kolei robisz różne triki... - Tłumaczył jak prawdziwy nauczyciel, rozjaśniając wszystkie niejasności i pytania. Skończył tłumaczyć i włączył grę od nowa. Mecz się zaczął.
-Zacznij pierwsza. - Pozwolił mi zacząć. Mój zawodnik czyli 2 metrowy czarnoskóry koszykarz, kozłował bezustannie piłkę. Nacisnęłam odpowiedni przycisk i zaczęła się gra. Oczekiwałam od Sugi łaskawości. W końcu to mój pierwszy raz. Biegłam zawodnikiem po boisku w stronę kosza, a drużyna Yoongiego otaczała mnie ze wszystkich stron. Jako nastolatka interesowałam się sportem i koszykówką, więc wiedziałam, co i jak się je. Spojrzałam kontem oka na zamyślonego chłopaka. Uśmiechał się w ten jego uroczy sposób. Przez niego i na mojej twarzy zagościł uśmiech. Zauważył to, bo spojrzał się w moją stronę. Jego twarz znalazła się bardzo blisko mojej.
-Nie myśl, że dam ci wygrać Noona! - rzekł rozbawionym głosem i wykrzywił usta w zadziornym uśmieszku. Onieśmielona i zapatrzona w niego zapomniałam o wszystkim. Ocknęłam się dopiero, gdy mój pad zaczął wibrować, a z gry zaczęły rozbrzmiewać krzyki fanów i głos komentatora, który oznajmił zafascynowany, że padł rzut za 2. Wściekła patrzałam w telewizor, jak Suga bawił się w grze piłką i ciągle kiwał mnie i zdobywał punkty. Cieszył się jak dziecko. Gdy rzucał kolejne kosze kazał V, klaskać z zachwytu jego świetną profesjonalną grą. Mnie to w ogóle nie bawiło. Chciałam pograć w lekką, przyjacielską grę, która jest fair. Dlatego nie mam zamiaru dłużej z nim grać, jeżeli tak ma być, ale najpierw muszę mu pokazać, że też mogę trafić do kosza. Chodź sama w to wątpię.
Dobra, skup się. Trzeba pokazać temu padalcowi, gdzie jest jego miejsce! Muszę strzelić do tego kosza.
Motywowałam się w duchu, by zaraz wdrożyć to w życie. Bojowo ruszyłam swoim zawodnikiem.
Wyszłam na środek boiska, by zaraz szybkim ruchem podać kozłem piłkę do swojego partnera z drużyny. Kamera przeniosła się na nowego zawodnika i teraz biegłam koło krawędzi lewej strony.
Z prawej strony drużyna Sugi gotowała się na przejęcie piłki, ale ja nie miałam zamiaru im na to pozwolić. Byłam coraz bliżej kosza, rozglądałam się, czy nie mam gdzieś szansy, by już rzucić. Koszykasz biegł powoli i kozłował piłkę na przemian. Mina Sugi nie była już taka rozbawiona, teraz był skupiony. Z końca boiska przy koszu zauważyłam machanie ręką od mojego gracza z drużyny. Nie wahając się, zatrzymałam koszykarza i mocnym rzutem podałam długim lobem piłkę do mojego drugiego zawodnika. W połowie boiska przeciwnik skoczył, by przechwycić piłkę, jednak z małą różnicą wysokości przeleciała mu nad głową. Moja drużyna była przy piłce.
Czysta pozycja.
Czysty rzut.
Zdenerwowana szeptałam na przemian w duchu. V zaskoczony, milczącym jak posąg Sugą, przyszedł zobaczyć akcję.
Czysty rzut.
Zdenerwowana szeptałam na przemian w duchu. V zaskoczony, milczącym jak posąg Sugą, przyszedł zobaczyć akcję.
Teraz albo nigdy.
Pośpieszyłam się w myślach. Koszykarz namierzył dobry kąt i rzucił piłkę w stronę kosza. Kamera przeszła w stan slow motion i z boku śledziła lot piłki. Leciała wprost do czarnego kwadratu na tarczy kosza. Chciałam krzyczeć ze szczęścia.
Piłka wpadła czysto do kosza. Tak! Krzyczałam zadowolona w duchu. Sędzia pokazał kosz i ilość punktów. Usatysfakcjonowana spojrzałam na Sugę. Siedział zamurowany i patrzał się tępo w ekran. V też zamurowało. Byłam szczęśliwa jak nigdy.
Masz za swoje!
Pomyślałam z zadowoleniem i pewnością siebie.
Pośpieszyłam się w myślach. Koszykarz namierzył dobry kąt i rzucił piłkę w stronę kosza. Kamera przeszła w stan slow motion i z boku śledziła lot piłki. Leciała wprost do czarnego kwadratu na tarczy kosza. Chciałam krzyczeć ze szczęścia.
Piłka wpadła czysto do kosza. Tak! Krzyczałam zadowolona w duchu. Sędzia pokazał kosz i ilość punktów. Usatysfakcjonowana spojrzałam na Sugę. Siedział zamurowany i patrzał się tępo w ekran. V też zamurowało. Byłam szczęśliwa jak nigdy.
Masz za swoje!
Pomyślałam z zadowoleniem i pewnością siebie.
- WOW! - Suga wydał z siebie dźwięk, który nie przypominał słowo, a bardziej westchnienie.
- Stary! Dałeś się ograć... - V złapał Sugę za ramię i zaczynał rozwijać swoje kazanie. Wyglądał śmiesznie jak mówił z sarkazmem w głosie i zabawnym dogryzaniem. - Yah, Chincha? - V powiedział to z wielkim dramatyzmem i drwiną oraz sarkazmem w głosie niczym profesjonalny aktor. Sprawił, że zaśmiałam się pod nosem. V wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i oblizał wargi jak ma w zwyczaju, po czym kontynuował. – Powiem chłopakom, że Noona jest lepsza od ciebie w kosza... - V trafił w złoty środek Sugi dumy i przez to nie dokończył zdania. V dostał lekko w łeb od uśmiechającego się szyderczo hyunga. Cała sytuacja wyglądała przekomicznie. V wyglądał jak skarcony piesek. Zamilkł i zrobił fochniętą minę. Wydął policzki i zrobił oburzoną minę. Teraz przypominał dziecko. Szybko zerwał się z miejsca i doczołgał się do mnie. Nie spodziewałam się takiej reakcji, więc nawet nie zareagowałam. Chłopak oparł się o mnie i wziął moje ręce, tak by owinąć się nimi na piersi. Czułam się jak matka, która przytula dziecko po kłótni ze starszym bratem. Suga nie wydawał się być zaskoczony. Nabrał pewności siebie i zwrócił się w naszą stronę. Widać było, że zaraz coś powie. Odchrząknął, a na jego twarzy zamiast lekkiego oburzenia pojawił się szczery uśmiech.
- Gratulacje! Jesteś godnym przeciwnikiem! - Ucieszony pochwalił mnie i wystawił rękę, bym przybiła piątkę. Przybiłam piąteczkę i zaśmiałam się razem z nim. V wciąż się ode mnie nie odrywał.
- Gratulacje! Jesteś godnym przeciwnikiem! - Ucieszony pochwalił mnie i wystawił rękę, bym przybiła piątkę. Przybiłam piąteczkę i zaśmiałam się razem z nim. V wciąż się ode mnie nie odrywał.
- Młody! Miłości potrzebujesz? - Suga zwrócił się szorstko do rozleniwionego V. Ten, jak nie on, z powagą podniósł się z ziemi, wstał i poprawił ciuchy.
- Jest ktoś głodny? - Powiedział jak gdyby nigdy nic, olewając jednym słowem zdziwionego Sugę.
Po minie Sugi można było stwierdzić, że zbiera się w nim ochota na skwitowanie Tae. Gotował się do odpowiedzi, ale postanowiłam, im przerwać.
- Będę się już zbierać! - oznajmiłam wciąż cienkim głosem. Wstałam z ziemi i zaczełam poprawiać koszulkę. V stanął w pół kroku i się obrócił z niedowierzaniem na twarzy. Suga spoważniał i podniósł na mnie wzrok. Widziałam, że przejechał nim po całym moim ciele. Impulsywnie jeszcze bardziej obciągnęłam koszulkę. Mam nadzieję, że nie było nic widać.
- Czemu? Przecież możesz jeszcze zostać. Nikt cię nie wygania. - Suga zmartwiony wstał, nie spuszczając ze mnie spojrzenia. V czekał na wyjaśnienia, nie odzywając się. Pierwszy raz widziałam go tak poważnego.
-Mam sprawy z waszym kontraktem... - Dałam do zrozumienia już na poważnie. Musiałam wreszcie dać im do zrozumienia, że jestem odpowiedzialna za całą ich karierę oraz sprawy papierkowe, które same się nie zrobią.
- W takim stanie nie możesz pracować... - Przerwał mi V, wciąż stojąc w przejściu. Suga pokiwał głową w celu zgody z chłopakiem.
- To nie może czekać. I muszę się przebrać. - Mówiłam patrząc na koszulkę i poprawiając rozczochrane włosy.
- Dobrze. - Zaczął stanowczo V - Puszczamy cię tylko pod paroma zasadami. - Wyglądał jak ojciec troszczący się o dziecko.
- Pod paroma zasadami? - zacytował zdezorientowany Suga, patrząc się na V z miną "Jakimi zasadami? To my w ogóle mamy jakieś zasady?''
Byłam równie zdziwiona. Zasady? Jakie znowu zasady? To chyba ja powinnam im stawiać ultimatum.
- Tae, co ty wymyśliłeś? - odparłam stłamszona. Szykowałam się na areszt domowy lub więzienie wystawione przez sędziego.
- Któryś z nas będzie się tobą opiekował. W końcu jesteś wyczerpana – Stał uparcie, głosząc swoje zasady i warunki. Wyglądał bardzo zawzięcie. Czuć było, że nie ma innego wyjścia, jak tylko się zgodzić. Suga coraz bardziej zgadzał się z tym, co mówił jego przyjaciel. Widać było, że podobnie myśli.
2:0 – Świetnie, Laura, przegrywasz.
Skwitowałam mój los na przyszłe dni.
- Drugi warunek to taki, że tu wracasz. - Podszedł do witryny drzwi i oparł się o nie. Nie miałam szans kwestionować zasad Taehyunga, ani sił by się sprzeczać. Zostało mi tylko się z nim zgodzić.
- No to rozumiem, że jedziesz do domu i wracasz. - Suga wstał i zmierzył w kierunku swojego pokoju. Oddalał się, więc coraz mniej go było słychać. - Musi ktoś z tobą jechać, ktoś kto ma prawo jazdy. - Krzyczał z oddali buszując w pokoju.
- Prawo jazdy masz tylko ty i Jin hyung... – odezwał się V, podziwiając sufit i najwyraźniej myśląc o czymś zaciekle.
- A teraz masz. - Yoongi rzucił lekko bluzę w moją stronę. W ostatniej chwili złapałam. Czarna bluza, nike jak mi się zdaje, miękka i ciepła z polaru. - No, raz, dwa zakładaj! - Pośpieszył mnie, puszczając oczko w moją stronę.
Posłusznie założyłam ubranie. Miłe uczucie ciepła rozlało się po moim ciele. Bluza była trochę za duża, ale mogłam się chociaż w niej trochę zanurzyć. Pachniała mężczyzną, w ten przyjemny sposób.
Skoczyłam do toalety, by założyć już suchą sukienkę i w końcu zakryć bardziej nogi. Suga czekał gotowy z kluczykami w ręcę. Wyglądał tak męsko i przystojnie w czarnej skórzanej ramonesce. V stał w przejściu i powtarzał Yoongiemu, że ma jechać ostrożnie i wracać wraz ze mną, papierami i ciuchami. Troszczył się, ale chyba za bardzo.
Skoczyłam do toalety, by założyć już suchą sukienkę i w końcu zakryć bardziej nogi. Suga czekał gotowy z kluczykami w ręcę. Wyglądał tak męsko i przystojnie w czarnej skórzanej ramonesce. V stał w przejściu i powtarzał Yoongiemu, że ma jechać ostrożnie i wracać wraz ze mną, papierami i ciuchami. Troszczył się, ale chyba za bardzo.
- Gotowa? - chłopak złapał za klamkę i otworzył drzwi, puszczając mnie przodem.
- Yhym – wsunęłam buty i ruszyłam, machając na pożegnanie do V.
CDN

To było świetne~! Mam nadzieję, że ona będzie z Sugą ^^ Nie żeby coś, ale ona musi z nim być XDD
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział ^_^ Myślę, że będzie szybko ^^
Weny życzę~! ;*
Czekam na kolejny rozdział, weny~
OdpowiedzUsuń