Uspokoiliśmy się i wróciliśmy na swoje miejsca. Byliśmy głodni jak wilki. Kanapki piętrzyły się na tacce gotowe do zjedzenia. Od koloru do wyboru.
Wzięłam z jajkiem, sałatą i innymi warzywami. Wsunęłam całą nie wiedząc, kiedy to się nawet stało. Popiłam ciepłym kakaem. Co parę sekund, co raz to ubywało kanapek. Suga za jednym razem, pochłonął aż 2. Ten to ma spust. Zaśmiałam się w duchu. V oczywiście się popisywał. Napchał sobie do buzi kanapki i wyglądał jak chomik. Rap Mon śpiewał do jednej wybranki swojego żołądka. Jimin kokietował bułkę i wpił się w nią ustami, tym samym cały się wymazując majonezem. Jin udawał, że kanapką jest V i najpierw, w przekomiczny sposób tłumaczył, a nawet groził palcem kanapce, a później ją zniszczył rozrywając na pół i połykając części. V w tamtej chwili tak wczuł się w sytuację, że udawał, że to wszystko naprawdę się mu dzieje. Kookie drażnił się z Hobim. Najpierw przykładał mu kanapkę do buzi, a gdy ten chciał ją ugryźć to młodszy zabierał ją sprytnie. Nigdy jeszcze nie jadłam w taki sposób kanapek. Przez lata jedzenie kanapek było zwykłym jedzeniem kanapek, a to przebija wszystkie inne. Wzięłam z tacki następną bułkę i już otwierałam buzie, prawie kąsając kawałek, by ją spróbować, jak nagle ktoś od tyłu odciągnął moją rękę i zrobił to samo, co kookie Hobiemu. Teraz jednak był to Rap Mon. Najmniej podejrzewany przeze mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam jak szczerzy swoje zęby. Nie mogłam dać za wygraną. Za wszelką cenę musiałam zjeść tą pyszną bułkę. Co rusz gryzłam to on z szybkością światła zabierał ją sprzed mojego nosa. Był tak silny, że dwie ręce nie dałyby rady. Po nieudanych próbach postanowiłam spróbować ostatni raz. Tak jak wcześniej, podstawił bułkę pod moją buzie i ją odciągnął tylko, że teraz rudy V postanowił, że mu pomoże. Niechcący za mocno i za szybko wykonał ruch w stronę mojej buzi, że w chwili gdy ją zamykałam on walną mnie nią. Byłam cała brudna na twarzy od majonezu i jajek. Siedzący dookoła chłopacy zamarli. W końcu jestem jak nie patrzeć ich managerem, więc nie wypada robić takich rzeczy w moją stronę. Dotknęłam palcem mazi na mojej twarzy i spróbowałam smaku. Po czym chłopcy wybuchli tak głośnym śmiechem, że sąsiadów to pewnie krew zalewała.
Siedziałam oszołomiona z papką na twarzy. Kookie jako
jedyny poleciał po ręcznik papierowy i pomógł mi się umyć, i
wytrzeć. Myślałam, że utłukę sprawców. Zaczęłam ganiać ich
po całym salonie. Za wersalką, za fotelami, za stołem. Nawet
wchodzili pomiędzy chłopaków i uciekali. W końcu dałam sobie spokój i bez sił opadłam koło Jina, kładąc się na jego bark
całym ciałem. Był silny, więc spokojnie mogłam tak się opierać.
Nie miał nic przeciwko. więc czemu nie.
Trochę się uspokoiliśmy i opanowaliśmy. Kanapki już
zostały zjedzone. Stała tylko pusta tacka. Czas było porozmawiać o
ważnych sprawach, dotyczących kariery. Była już 21 na zegarku.
Krótką ciszę przerwał nagły porywisty wiatr, który obijał się
mocno po ścianach i oknach budynku. Trochę się zdziwiliśmy i
przestraszyliśmy. Cisza, a tu nagle wichura. Do wichury doszła pompa
z deszczu, która jak grad, stukała mocno o szyby. Rap Mon, bo to on
dowodził pilotem, włączył telewizję. Akurat leciała pogoda.
Ładna, szczupła, brązowowłosa Koreanka, w pięknej krótkiej
sukience w kolorze kości słoniowej zapowiadała pogodę.
Dziś nad Koreą przechodzi bardzo silny huragan. Proszę w żadnym wypadku nie wychodzić z domów, a już na pewno nie jeździć samochodem.
Dziś nad Koreą przechodzi bardzo silny huragan. Proszę w żadnym wypadku nie wychodzić z domów, a już na pewno nie jeździć samochodem.
Jest to bardzo silny huragan. Od dawna takiego u nas nie
było. Możliwe, że zostanie odcięty prąd w niektórych częściach
miasta. Będą jemu towarzyszyć jeszcze silne wyładowania
atmosferyczne [...]
Koreanka wciąż mówiła, ale ja jakoś się tym nie przejmowałam. Teraz tylko zastanawiałam się jak wrócę do domu. Przecież nie będę tu spała. Mieszkam niedaleko, więc co mi się może stać? Z zamyślenia wyrwał mnie potężny huk. Błysk, po błysku rozjaśniał niebo, tworząc elektryczną nić. Znów głośny huk przerwał moje myśli. Przerażona podskoczyłam, aż na Jimina, który sam zdawał się być przestraszony.
[...] Huragan dopiero się rozpoczyna, więc proszę mieć się na baczności przez całą noc. Wszystko będzie trwało do rana. Proszę uzbroić się w cierpliwość.
Oznajmiła pogodynka w telewizorze.
Koreanka wciąż mówiła, ale ja jakoś się tym nie przejmowałam. Teraz tylko zastanawiałam się jak wrócę do domu. Przecież nie będę tu spała. Mieszkam niedaleko, więc co mi się może stać? Z zamyślenia wyrwał mnie potężny huk. Błysk, po błysku rozjaśniał niebo, tworząc elektryczną nić. Znów głośny huk przerwał moje myśli. Przerażona podskoczyłam, aż na Jimina, który sam zdawał się być przestraszony.
[...] Huragan dopiero się rozpoczyna, więc proszę mieć się na baczności przez całą noc. Wszystko będzie trwało do rana. Proszę uzbroić się w cierpliwość.
Oznajmiła pogodynka w telewizorze.
-To jakieś żarty? Huragan? Jak ja teraz do domu
wrócę?! - Nie wytrzymałam tego, co usłyszałam i nie myśląc
wydarłam się na telewizor. Myślałam, że zwariuję. Znów grzmiało, a wiatr uderzał
z wielką prędkością o blok. Zapowiadało się strasznie, jeżeli
to był dopiero początek. Światło w mieszkaniu zaczęło mrygać.
Znów huk głośniejszy niż wszystkie dotychczas. Ze strachu aż
podskoczyliśmy z Jiminem, który trzymał się mnie kurczowo i coś gadał pod nosem piskliwym głosikiem.
-No pięknie! A miało być tak fajnie! Teraz to ja się
boję, że nas ten huragan zmiecie. -oznajmił Suga. Widać, że też
obawiał się takich anomalii. Wkurzony wbił się w miękkie obicie
sofy. Światło ponownie zaczęło mrygać, aż zgasło. Jimin
krzyczał jak oszalały ze strachu. Ja też krzyczałam, ale sama
siebie nie słyszałam. Złapałam się Jina i nawet nie śniłam o
tym, żeby się od niego oderwać.
Było strasznie ciemno, chyba cała przecznica nie miała
prądu. Poczułam jak Jin owija swoje palce wokół moich i trzyma
mnie w silnym uścisku. A Jimin robi to samo tylko, że z moją ręką.
Nikt z nas nic nie widział. Zobaczyłam jak Rap Mon
włączył telefon, oświetlając sobie twarz. Był opanowany, ale też
trochę przestraszony. Latarką oświetlił wszystkich po kolei.
Hobie był przytulony do zdezorientowanego Kookiego, który zamiast
bać się samemu to uspokajał przytulonego Hobiego - łzy
ciekły mu po policzku. Mimo to Hobie jednocześnie uspokajał przerażonego V. Ten ze strachu schował się pod stół.
-Kurwa! Nawet światło zabrali. I co teraz? - Rap Mon
poświecił latarką na wkurzonego Sugę, stojącego koło włącznika
światła, przeklinającego cały świat. Nastała cisza na dworze.
Wszyscy cicho nasłuchiwali huraganu. Nagle piorun
uderzył w drugą przecznicę koło nas, ukazując swoje oblicze na
niebie. Znów cisza i niebywale głośny huk i grzmot. Wszyscy z
przerażenia krzyknęliśmy ile sił. Nawet Suga przestraszony z
krzykiem odbiegł od ściany wprost na Rap Mona.
Hobi aż z emocji podskoczył tak mocno, że wypchnął
Kookiego z fotela, spadając na ziemię. Słychać było ich głuche
uderzenie i jęki bólu. TaeTae podskoczył, po czym jego głowa spotkała się z
twardym stołem. Jimin darł się jak opętany i mocniej
ściskał moje ramię. Ja, przerażona odskoczyłam w bok, wskakując na
Jina i pociągając za sobą panikującego Jimina. Sam Jin się
przestraszył i złapał nas zamykając w tak zwanego żółwia. W 3
przytuliliśmy się i zastygliśmy w bezpiecznym uścisku. Miałam
na tyle dobrze, że mogłam schować się pomiędzy chłopaków i
czułam się bezpieczniej. Nagle światło w dormie wróciło
oświetlając salon. Wszyscy byli zdziwieni. To było straszne. Nikt nie ruszył się z miejsca.
V ciągle siedział pod stołem, masując głowę. Hobie leżał, przyduszając ciałem Kookiego. Suga siedział zwinięty prawie na kolanach Rap Mona, który
jako jedyny zachowywał zimną krew. Jimin, Jin i ja zamknęliśmy
się we własnym uścisku. Jin miał najgorzej. Swoimi nogami
przyduszałam jego, plus nogi Jimina, które przyduszały moje.
-I co? To już koniec? Ukryta kamera, czy co? - komentował
V spod stołu z promieniującym bulwersem. - Ała! Głowa mnie boli
– zaklął. – GŁUPI STÓŁ! – wyżywał się na stole.
-To niby dopiero się zaczyna... - Przypomniał nam bolesną
prawdę Rap Mon. - Proponuję abyśmy wszyscy razem spali dzisiaj w
salonie. Tak będzie raźniej i przyjemniej. Hmm? - Lider miał
świetne pomysły. Nie musiał długo czekać na odpowiedź, bo
wszyscy byli zgodni. - Chodźcie po śpiwory, akurat mamy dla
wszystkich. - Rap Mon jak dowódca nakazał nam wykonać zadanie, więc nie mogliśmy czekać. Poczułam się jakbym była w przedszkolu. czy coś w tym rodzaju. To Rap Mon wykazywał więcej cech managera
niż ja. Trochę to śmieszne, nieprawdaż? O tym właśnie mówiłam. To mężczyźni powinni być managerami, nie kobiety.
Poszliśmy po śpiwory i poduszki. Dotknęłam niegdyś mokrych, a teraz suchych włosów, które napuszyły się i poskręcały w naturalne fale.
Poszliśmy po śpiwory i poduszki. Dotknęłam niegdyś mokrych, a teraz suchych włosów, które napuszyły się i poskręcały w naturalne fale.
Poszłam za Rap Monem do jego pokoju. Był duży i
dzielił go z Hobim. Wyciągnął 3 śpiwory z dużej szafy i dał
nam po poduszce. Nagle, gdy wychodziliśmy znów zgasło światło.
Oczywiście pierwszy krzyk należał do Jimina. Hobi nie widząc
drogi złapał mnie pod rękę. Próbowaliśmy wyjść. Rap Mon złapał Hobiego za kaptur i trzymał się mocno. Jakoś razem
daliśmy radę, co prawda lekko poobijani, ale doszliśmy do salonu. Z holu było
słychać jak Jin wpada na Sugę, a z kolei Suga na Kookiego.
Wszyscy już byli w ciemnym salonie. Rozkładaliśmy na podłodze, a raczej na miękkim, puchatym dywanie śpiwory, które ukształtowały koło. Ułożyłam śpiwór obok śpiwora Hobiego i Kookiego. Usiedliśmy w śpiworowym kole i czekaliśmy na światło. Włączyłam telefon i sprawdzałam godzinę dochodziła 22. A jutro do pracy.
Myśląc, przeszły mnie ciarki od nielada żelaznych kropel deszczu stukających o okno. Objęłam podkulone nogi rękoma i schowałam głowę między kolana. Byłam bezsilna. Telefon leżący koło mnie zaczął wibrować i świecić się.
Wszyscy już byli w ciemnym salonie. Rozkładaliśmy na podłodze, a raczej na miękkim, puchatym dywanie śpiwory, które ukształtowały koło. Ułożyłam śpiwór obok śpiwora Hobiego i Kookiego. Usiedliśmy w śpiworowym kole i czekaliśmy na światło. Włączyłam telefon i sprawdzałam godzinę dochodziła 22. A jutro do pracy.
Przecież ja
się nie wyśpię.
Myśląc, przeszły mnie ciarki od nielada żelaznych kropel deszczu stukających o okno. Objęłam podkulone nogi rękoma i schowałam głowę między kolana. Byłam bezsilna. Telefon leżący koło mnie zaczął wibrować i świecić się.
Momentalnie wszyscy spojrzeli na telefon. Podniosłam go i
zobaczyłam, że dostałam sms'a od Yesunga. Na mojej twarzy
pojawił się cień zmartwienia i zdziwienia, który był otoczony
nutką przerażenia.
Przeszły mnie mieszane uczucia, które były oznaką mojej troski o Yesunga.
-Coś się stało noona? - Usłyszałam zatroskany głos
Kookiego.
Czy coś się stało Yesungowi? Firmie? Cholera, zapomniałam do niego zadzwonić.
Przeszły mnie mieszane uczucia, które były oznaką mojej troski o Yesunga.
-Nie! Znaczy, nie wiem - Sama nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Najpierw muszę przeczytać wiadomość. Otworzyłam sms'a i
przeczytałam wiadomość w myślach.
Mam nadzieję, że nie jesteś sama i się
nie boisz. Chciałbym ci powiedzieć, że jutro masz wolne, tak samo jak chłopaki. Chcę wam dać trochę czasu na poznanie się, spędzenie ze sobą trochę czasu. Niech wasze stosunki będą lepsze. Ten tydzień macie wolny. Wykorzystajcie go jakoś. Widzimy się na
kawie. Jutro, lub po jutrze, przyjedź do mnie po papiery i dokumenty.
Jeżeli się boisz to zadzwoń! Pamiętaj, że zawsze cię wysłucham. Jeżeli jesteś sama, to przyjadę. Ściskam, twój kochany, Yesung :)
A więc o to chodzi. Sunbaenim zawsze się o mnie
troszczył i troszczy wciąż. Kiedy coś się działo to on był tym pierwszym do pomocy.
Tak jak wtedy, gdy samochód nie chciał mi odpalić, a Sunbae
potrafił wyjść z pracy, przyjechać i mi pomóc. Złoty człowiek. Mój pierwszy prawdziwy przyjaciel i jeden z najbliższych mi osób. Cieszę się, że go mam. Bardzo.
- Mam dla was dobrą wiadomości - odezwałam
się, przerywając ciszę. Do pokoju w tej samej chwili wszedł Jin
z zapaloną świeczką. Starczyła ona na to, by się widzieć.
Atmosfera jak na biwaku. Tylko, że na biwaku nie grzmi, nie walą
pioruny i nie pada monstrualny deszcz. No i śpi się przeważnie w namiotach. - Yesung do mnie napisał. To znaczy zastępca CEO. - natychmiast się poprawiłam. - Napisał, że jutro mamy wolne. - Chłopcy ucieszyli się na tą wiadomość. - A i jeszcze coś! - Wymienili parę podejrzanych
spojrzeń między sobą. - Mamy spędzić razem tydzień. Wtedy będziemy
mieć wolne. Sunbae chce żebyśmy się lepiej poznali. - Spojrzałam
na chłopaków. Ucieszyli się. Kookie i Hobie objęli mnie ramieniem, przybliżając się. Czułam się jak
konserwa, ściskana z dwóch stron.-Super! Tydzień z moim biszkopcikiem. - odezwał się podekscytowany V. Spojrzeliśmy się na niego jak na ostatniego głupka.
-V, ty może nie wymyślaj ksywek, bo ci
to nie wychodzi... - Suga zgasił rudowłosego. Ten lekko
się naburmuszył. - I nie zapominaj, że Laura Noona to nasz manager.
-Chłopaki, ja nie chcę się narzucać i ten tydzień
daję wam jako wolny od pracy i...- zawahałam się na chwilę, ale kontynuowałam - ...rzecz jasna ode mnie.
-Zobacz, co byś bez nas teraz zrobiła? Byłabyś sama w burze, a tak to od razu raźniej! - Kookie także doszedł do głosu i przybliżył mnie do siebie, opierając lekko swoją głowę na boku mojej.
-Noona, zostajesz i koniec. Bangtaną się nie odmawia. - Jimin uśmiechnął się i wyszczerzył swoje równe białe ząbki.
-Zajmiemy się tobą. W końcu ty będziesz się zajmowała nami przez bardzo - Jin podkreślił znacznie słowo bardzo. - długi okres. Ten tydzień możemy poświęcić na lepsze poznanie się i przyzwyczajenie do siebie. Już teraz jest przyjemnie i fajnie. Naprawdę cię polubiliśmy tylko, czy ty nas lubisz? - Te ostatnie słowa dziwnie zabrzmiały, jakby bał się, że go znielubiłam po tamtym zdarzeniu. Musiałam szybko odpowiedzieć, by nie było podejrzeń i niezgodnych z prawdą osądów.
-Ja naprawdę was polubiłam. Na początku przyznam, że bałam się tego stanowiska, ale teraz czuję się tak jakbyśmy znali się całe życie. Wiem, że może za szybko tak wywnioskowałam, ale naprawdę tak sądzę. Dziękuje wam za ciepłe przyjęcie mnie. Za taką troskę. Za to, że mnie polubiliście. Dziękuje. - powiedziałam już na końcu z drżącym głosem. Nie chciałam się rozkleić. To było za dużo jak na ten dzień. Może też robiło mi się smutno na myśl o Yesungu, nie umiałam tego samej sobie wytłumaczyć. Po prostu dziwne uczucie.
-Więc ustalone. Ten tydzień spędzamy razem. Nie przyjmujemy odmowy! - Rap Mon stanowczo zakończył dyskusję jednogłośną zgodą.
-No to co robimy? - rzucił Jimin. - Może powiemy coś o sobie? - zapytał. Ucieszył się na pozytywną odpowiedź.
-Noona, powiedz coś o sobie. - Rap Mon skierował zadanie do mnie. W końcu muszę im się przedstawić.
-Przecież mamy cały tydzień... - zaśmiał się śpiący Jin.
Postanowiliśmy pójść spać. Pogoda trochę się uspokoiła, ale nie na długo. Nie spostrzegłam jak szybko zasnęli. Hoobie i Kookie zasnęli lekko przytuleni do mnie, więc pomału musiałam ich trochę posunąć, bo przygniatali mnie. Maknae miał otwartą buzię, przez co jego policzki wydały się większe. Jimin jedyny przypomniał sobie, by zgasić świeczkę. Opatuliłam się śpiworem i wygodnie ułożyłam głowę na poduszce. Wsłuchiwałam się w stukający deszcz, szum wiatru, odgłosy burzy i co najbardziej cieszące, nie czułam pustki i samotności, jaka co noc mi towarzyszyła.
V
krzyknął, że się nie zgadza, ale nikt go nie słuchał. Zrobili ciekawe miny, które mogły wyrażać wszystko.
-Nie ma tak! Już powiedziałaś! Zostajesz z nami i
koniec kropka! - wykrzyczał Hobie.-Zobacz, co byś bez nas teraz zrobiła? Byłabyś sama w burze, a tak to od razu raźniej! - Kookie także doszedł do głosu i przybliżył mnie do siebie, opierając lekko swoją głowę na boku mojej.
-To znaczy pewnie byłabym razem z Yesungiem... - mruknęłam cicho sama do siebie. Chłopaki najwyraźniej nie dosłyszeli. - Dzięki chłopaki, ale ja nie chcę się zabierać wam tego czasu, skoro przed nami tyle wspólnych dni, miesięcy i roków. Wykorzystajcie go z rodziną, czy ze znajomymi. No nie wiem. Jeszcze będziecie mieć mnie dosyć. - ściszyłam głos, bo od krzyczenia bolało mnie gardło. Siedzieliśmy cicho. Nie patrzałam się na nich , tylko błądziłam wzrokiem bo ciemnym pokoju.
-Nasze rodziny mieszkają za daleko. W końcu polecenie
od szefa musi być wykonane. Nic zaszkodzi lepiej się poznać,
wręcz przeciwnie. W końcu mamy być rodziną, co nie? - wtrącił Suga. - Już i
tak zachowujemy się jak rodzina. Gdybyśmy cię nie lubili to nie
byłabyś naszym managerem. - Postarał się dodać mi choć trochę nadziei.-Noona, zostajesz i koniec. Bangtaną się nie odmawia. - Jimin uśmiechnął się i wyszczerzył swoje równe białe ząbki.
-Zajmiemy się tobą. W końcu ty będziesz się zajmowała nami przez bardzo - Jin podkreślił znacznie słowo bardzo. - długi okres. Ten tydzień możemy poświęcić na lepsze poznanie się i przyzwyczajenie do siebie. Już teraz jest przyjemnie i fajnie. Naprawdę cię polubiliśmy tylko, czy ty nas lubisz? - Te ostatnie słowa dziwnie zabrzmiały, jakby bał się, że go znielubiłam po tamtym zdarzeniu. Musiałam szybko odpowiedzieć, by nie było podejrzeń i niezgodnych z prawdą osądów.
-Ja naprawdę was polubiłam. Na początku przyznam, że bałam się tego stanowiska, ale teraz czuję się tak jakbyśmy znali się całe życie. Wiem, że może za szybko tak wywnioskowałam, ale naprawdę tak sądzę. Dziękuje wam za ciepłe przyjęcie mnie. Za taką troskę. Za to, że mnie polubiliście. Dziękuje. - powiedziałam już na końcu z drżącym głosem. Nie chciałam się rozkleić. To było za dużo jak na ten dzień. Może też robiło mi się smutno na myśl o Yesungu, nie umiałam tego samej sobie wytłumaczyć. Po prostu dziwne uczucie.
-Więc ustalone. Ten tydzień spędzamy razem. Nie przyjmujemy odmowy! - Rap Mon stanowczo zakończył dyskusję jednogłośną zgodą.
-No to co robimy? - rzucił Jimin. - Może powiemy coś o sobie? - zapytał. Ucieszył się na pozytywną odpowiedź.
-Noona, powiedz coś o sobie. - Rap Mon skierował zadanie do mnie. W końcu muszę im się przedstawić.
-Więc... - zaczęłam nie wiedząc jak. - No to jestem
Europejką. Dokładnie
pochodzę z Polski. - Chłopcy słuchali z zaciekawieniem. - Nie mam
rodzeństwa. Zostawiłam rodzinę w Polsce i przyjechałam tu za babcią. Dostałam pracę. ale najpierw uczyłam się u was na uczelni... - mówiłam pewnie, ale coraz bardziej robiłam się śpiąca. Tu w Korei mam tylko Yesunga. To znaczy CEO. - po raz kolejny tego dnia poprawiłam się. - ... za podporę. Jest najbliższym mi człowiekiem. Szefem. Przyjacielem. -
Cała opowieść trwała jakieś pół godziny, chłopaki na wpół śpiący i tak słuchali uważnie. Byłam im
bardzo wdzięczna, ale musiałam skończyć, bo nie dałam rady dalej ciągnąc.
-Resztę wam dopowiem przy najbliższej okazji. Wy też mi się przedstawicie. Jestem ciekawa waszych osób. - Uśmiechnęłam
się ospale i czułam, że powieki domagają się zamknięcia.-Przecież mamy cały tydzień... - zaśmiał się śpiący Jin.
Postanowiliśmy pójść spać. Pogoda trochę się uspokoiła, ale nie na długo. Nie spostrzegłam jak szybko zasnęli. Hoobie i Kookie zasnęli lekko przytuleni do mnie, więc pomału musiałam ich trochę posunąć, bo przygniatali mnie. Maknae miał otwartą buzię, przez co jego policzki wydały się większe. Jimin jedyny przypomniał sobie, by zgasić świeczkę. Opatuliłam się śpiworem i wygodnie ułożyłam głowę na poduszce. Wsłuchiwałam się w stukający deszcz, szum wiatru, odgłosy burzy i co najbardziej cieszące, nie czułam pustki i samotności, jaka co noc mi towarzyszyła.

Aww..
OdpowiedzUsuńKocham to! <3
Czekam na następne rozdziały XD