poniedziałek, 24 listopada 2014

IT'S JUST A JOB CHAPTER 1


Dojechałam, gdzie jest ten drań, który każde mi stawać do pracy w sobotę?!

Myślami wyobrażałam sobie scenkę, w której to zostaje skarcony i jak potulny baranek przeprasza, a następnie daje spokój do końca życia... Mało prawdopodobne. No cóż, zawsze można pomarzyć. 
Olbrzymi budynek rozpościerał się przed maską mojego samochodu i sprawiał, że chciałam od razu zawracać. Puste miejsce parkingowe czekało aż zaparkuję auto. Po paru minutach byłam już w środku molochu. 


Pierwszy przystanek w piekle to ochrona. Jako pracownik wchodzę kiedy chcę i jak chcę. Plakietka pracownicza wystarczy. Przynajmniej zaoszczędzam dzięki temu cenne minuty, które niegdyś przegadywałam z ochroną - głównie to z jego winy, ciężko było tłumaczyć się każdego dnia, co tu robię? Dlaczego? Ale jakim prawem? Przecież jestem biała? Skąd znam koreański? Jak się tu dostałam? Jaka stanowisko obejmuję? I tak dalej...
-Laura-ssi! - usłyszałam za sobą wołanie, mijanej chwilę temu recepcjonistki. 

Czego jeszcze ona ode mnie chce?!

Zaklęłam cicho w duchu. Stanęłam w półkroku i odwróciłam się w stronę, skąd dobiegł mnie głos.
-Mam dla ciebie papiery! Te o które prosiłaś. - oznajmiła ciepłym, miłym głosem, który był jak lek na moje nerwy. Trzymała rękę w górze, a w dłoni miała plik kartek. Recepcjonistka ma na nazwisko Park, jak prawie połowa ludzi w Korei. Bardzo ją lubię. Jest miła, od samego początku naszej współpracy traktowała mnie jak swoich, w przeciwieństwie co do niektórych.
-Ach tak! Zapomniałam, dziękuję! - Zabrałam dokumenty, o które wcześniej musiałam ją poprosić. Od natłoku pracy zapomniałam o tym. Ruszyłam szklanymi schodami w górę. Mijałam rzędy drzwi, boksów i stanowisk, które znajdowały się prawie na każdym piętrze. Biuro Yesunga mieściło się na 3 piętrze. Zrezygnowałam ze schodów i udałam się do windy. Po drodze minęłam jeszcze pana woźnego, który zaciekle walczył z plamąna podłodze, widząć mnie, zdjął kapelusz i powitał miło. Odpowiedziałam uśmiechem. Teraz to jest miły, a pamiętam jak zaledwie półtora roku temu zaklinał, że długo tutaj nie popracuję. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Jakoś tak to leciało. 
Nacisnęłam guzik i drzwi windy otworzyły się. Pusta. Miło było odsapnąć i poczuć, że coś w końcu robi za ciebie całą robotę. Tak mam na myśli chodzenie, które było dla mnie męczarnią. Dziennie przechodziłam kilometry, krążąc między biurami. 
Doszłam do korytarza i zapukałam w odpowiednie drzwi, prowadzące do biura mojego sunbae. Usłyszałam męski głęboki głos - "WEJŚĆ!''. Yesung siedział nad biurkiem wypełniając papierkową robotę.
-Hej, Yesung! Jestem tak jak prosiłeś! - weszłam przez drzwi, zamykając je za sobą.
-O, dobrze, że już jesteś. - Uśmiechnął się lekko szelmowsko pod nosem i zostawił dotychczasowe zajęcie na boku,  skupiając całą uwagę na mojej sprawie. - Lepiej usiądź... - powiedział to tonem prawie, że poważnym. Wskazał ręką na krzesło przed biurkiem i położył łokcie na blat. Jego słowa przyprawiły mnie o wzdrygnięcie. 

Co ty knujesz, Yesung???

Pomyślałam idąc niepewnie w jego stronę.
-O co chodzi? - zapytałam, siadając na miękkim skórzanym krześle.
-Co tu dużo mówić - Jego głos się zmienił, zaczął z lekkim rozbawieniem w głosie. - Od dziś będziesz managerem. Gratulację! - Na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech. Słowo gratulacyjne wypowiedział z nutą sarkazmu. 
Pewnie mi z lekka współczuł, w końcu kiedyś sam był managerem i nie wspomina tego dość dobrze. Zdziwiłam się. I to bardzo.

Jak ja mam być managerem, przecież to fucha dla mężczyzn!

-Nie wiem, czy mam się z tego cieszyć, czy ubolewać... - odparłam sarkastycznie, patrząc mu prosto w oczy. Uśmiechnął się w ten swój zabójczy sposób, przez chwilę poczułam dziwne ukłucie w sercu.


-Teraz tylko musisz modlić się o dobrego dzieciaka, którego dostaniesz.  Idole bywają bardzo nieznośni. Wiem coś o tym... - Westchnął cicho. - ale wiesz, że w każdej chwili możesz na mnie polegać i liczyć. W końcu jestem twoim Oppą. - Po tych słowach poczułam się trochę lepiej, jednak wciąż byłam na niego zła. Od pierwszych chwil w Korei i pracy czułam bijącą od niego troskę i opiekę. Może dlatego zaprzyjaźniłam się z nim i traktuje go jak 2 najważniejszą osobę w moim życiu. Czasami myślę, że między nami mogłoby być coś więcej, jednak szybko odtrącam od siebie te myśli. Wiem, że jego troska i opieka wynika tylko i jedynie z tego, że jestem jego podopieczną. Takie relacje występują między podopiecznym, a przełożonym, prawda? Co prawda, nie w każdej firmie. Jednak u nas to się sprawdzało.
-Nie pomagasz! - rzuciłam. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego z ukosa. Wiedział, że propozycja i się nie podoba. Propozycja? Raczej przymus.  Z góry zostało już to przyjęte. Nie mogłam odmówić. Odchrząknął i poprawił  krawat w zakłopotaniu.
-Dziś. TY. 12:00. Sala konferencyjna. Spotkanie z nowo wykupionym boysbandem. - Poczęstował mnie skrawkiem informacji. - Dzisiaj masz wolne na zapoznanie się z nowym podopiecznym. - Miałam właśnie zapytać, dlaczego, przecież nigdy nie robiono takich odstęp. Dzień pracujący to dzień pracujący. Ciemnowłosy mnie wyprzedził, jakby wiedział, co zaraz miałam powiedzieć. - Nie przyjmuję żadnego sprzeciwu i odmowy. - oznajmił stanowczo, patrząc prosto w moje oczy. - Odsapnij sobie. Później pójdziemy na jakąś kawę i wszystko będzie dobrze. - zmienił minę ze stanowczej na pełnej delikatności i spokoju. To właśnie tą stronę Yesunga najbardziej lubiłam. Działała na moje nerwy kojąco.  Nie umiałam się bardziej mu postawić. Po prostu nie umiem mu odmawiać. Dzięki niemu zaszłam tak daleko. Zawsze mi pomagał i wspierał, kiedy inni we mnie wątpili. Dlatego liczę się z jego słowami. Wiem, że się o mnie troszczy i dobrze wie, co jest dla mnie dobre a co nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że decyzja o przydzieleni mnie do zespołu nie byłą podjęta przez niego. Sam dobrze wie, jakie to piekło.
-No dobra! - rzuciłam słowa przez zaciśnięte zęby. - Pójdę... - odgarnęłam włosy, które niepostrzeżenie dostały się do moich oczu i przewróciłam aktorsko oczami w geście odpuszczenia. - ... dla ciebie wszystko Oppa - zakończyłam sarkastycznie i wstałam z krzesła.
- Aww! - westchnął teatralnie w słodki sposób – Nawet nie wiesz jak Oppa się cieszy, że się zgodziłaś. Wiesz, że staram się, by wszystko było najlepsze dla ciebie, jednak tutaj postawili mnie w kropce... - westchnął i zrobił minę, którą często musiałam znosić, czyli - Oppa wie co dla ciebie dobre! 
Uśmiechnął się, patrząc na mnie tym swoim spojrzeniem. Nienawidziłam go za ten uśmiech. Przyprawiał mnie o zawroty głowy. Jednak jest dla mnie także jedynym wsparciem. Tu, w Korei zastępuje mi rodzinę. Po śmierci babci, zostałam sama. Do kraju też nie wrócę, za dużo tutaj osiągnęłam. Poza tym, nie zawalę lat nauki języka, tylko dlatego, bo nie daję rady. Muszę to przetrwać. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Naprawdę tego nie chciałam, nie wyrabiałam z normalnym grafikiem, a co dopiero teraz. Mimo to nie mam innego wyjścia. Zwolnić się, nie zwolnię. Nie teraz. Jeszcze nie. 
Po krótkiej, luźnej rozmowie, ruszyłam do swojego biura, by przygotować się na 12:0. Znajdowało się na 4 piętrze. Było przytulne i dobrze mi się w nim pracowało. Szafa, na której stało multum skoroszytów z masą papierów zastawiała całą ścianę. Duże biurko stało przed wielkim oknem, przez które było widać panoramę Seulu. Zmęczona zawsze obserwowałam ruchliwe ulice, by choć trochę się odprężyć.


Otworzyłam laptopa i sprawdziłam grafik - papierkowa robota, wyliczenia, papiery, zamówienia, znowu papiery i masa innych wykańczających rzeczy. Wszystko do kosza. Zmiana planów. Zmiana grafiku. Rozsiadłam się na miękkim skórzanym fotelu i obróciłam, by patrzeć na widok zza okna. W międzyczasie skoczyłam do toalety, aby załatwić potrzeby i poprawić wygląd. Zaszłam jeszcze do bufetu na dół po ciepłą kawę. W tej pracy liczył się też wygląd, nie tylko sama harówka. Godna reprezentacja także miała coś na celu. Muszę o siebie zadbać, ale jak tu o siebie zadbać, jak tyle na głowie. Od rana do nocy w pracy. Ja kiedyś zwariuję! Spojrzałam na zegarek. Za pięć minut spotkanie. Cholera!
                                                                                                                                           next ->

3 komentarze:

  1. Boskie, tylko troszkę krótkie, ale i tak boskie ^^.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze okropnie banalny pomysl na opowiadanie. Po drugie nie sądzę, by jakaś randomowa Polka tak z dupy dostala pracę w wielkiej wytwórni na drugim końcu świata. Po trzecie Park to nie imię, a nazwisko. Po czwarte najpierw Yesung mówi do niej "noona" co jest zwrotem chłopaka do starszej kobiety, a potem mówi, że jest jej "oppą" czyli jest od niej starszy... Gdzie tu logika"? I jeszcze rada, nie dodawaj tych obrazków, bo to wygląda dość głupio.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i banalny, ale należy pamiętać, że jest to ff, czyli fiction xD To że się dostała nie wzięło się ni z dupy, pozwolę sobie wykorzystać tutaj twoje sformułowanie, ponieważ język znała, potrzebną szkołę skończyła, staż przeszła pomyślnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że mogłaś nie doczytać tego, te informacje pojawiały się sporadycznie w następnych rozdziałach, chapterach - jak zwał, tak zwał. Uwaga odnośnie nazwiska słuszna - miałam na myśli, że ma na nazwisko, nie na imię. Wkradł się błąd, który został już naprawiony. Jeżeli chodzi o zwroty to z góry przepraszam. Tak jak pisałam wcześniej, opowiadanie było w trakcie korekty. Mam na myśli, zmiany postaci Kim Tana (dotychczasowego Sunbae) na Yesunga, a co się z tym wiąże, zmiany wieku bohaterów. Jak już wspominałam, było to w trakcie zmian, dlatego zwroty te nie zostały jeszcze zmienione. Zajęłam się tym teraz. Z góry przepraszam za niedopatrzenia. A co do obrazków, to dodawać niestety, ale będę. Dlatego jest to oznaczone etykietą "Photo Stories". Postaram się zmniejszyć ilość, jeśli jest to takim utrudnieniem, jednak całkowicie nie znikną. Musiałabym wtedy zmienić etykietę, a robić tego nie chcę. Przepraszam, jeśli ta odpowiedź brzmi jak atak w twoją stronę. Nie chcę byś tak to odbierała. Dzięki twoim uwagom wyeliminowałam błędy. Widzisz, jak się pisze to się błędów nie dostrzega. Dlatego tak bardzo dla autora jest ważny komentarz. Nawet ten nie do końca pozytywny :)

      Usuń

Obserwatorzy