piątek, 16 stycznia 2015

IT'S JUST A JOB CHAPTER 3


13:00
                                                                       
Wsadziłam całą zgraję BTS do vana i podałam kierowcy dokładny adres dormu, w którym chłopcy przez najbliższe lata mieli pomieszkiwać. Nie pojechałam z nimi, ponieważ mam własny samochód, więc po co zajmować miejsce, jak mogę dojechać sama. Van odjechał z podziemnego parkingu. Poprawiłam  torbę na ramieniu i ruszyłam do wyjścia, którym szybko miałam dojść do samochodu. Pogoda była ciepła, ale nad miastem gromadziły się bardzo źle wyglądające chmury
Oglądałam prognozę pogody i nie zapowiadali deszczu, a tym bardziej burzy. W tym okresie, czyli okresie letnim bardzo często zdarzały się wyładowania atmosferyczne. Bałam się burz od kiedy pamiętam. Kiedyś nawet, piorun uderzył w mój dom. Na szczęście piorunochron sprawdził się w swoim zadaniu. Piorun popędził po nim i trafił w ziemię. Mimo to i tak mam uprzedzenie, co do burz.

Oby nie padało!

Pomyślałam w myślach, patrząc na coraz bardziej szare chmurska, które pomału pochłaniały niebieskie przyjemne niebo. Wygrzebałam pilota do samochodu z torby i otworzyłam pojazd. Szybko wrzuciłam torbę na siedzenie obok i odpaliłam. Wyjechałam na ruchliwą ulicę Seulu. Mijałam różne przecznice, aż dojechałam do właściwej. Od firmy dorm znajduje się z jakieś 10 min jazdy. Moje mieszkanie znajdowało się 3 przecznicę dalej. Chociaż dobre było to, że miałam do nich blisko. W razie potrzeby dojazd nie zająłby mi dużo czasu.
Jechałam wzdłuż właściwej ulicy, szukając miejsca na zaparkowanie. Wszędzie samochody. Po kilku minutach szukania, udało mi się zaparkować auto tuż obok firmowego vana. Zgasiłam silnik, sięgnęłam po torebkę i płynnym ruchem wyszłam z auta. Chłopcy już czekali na chodniku, trochę dalej od miejsca zaparkowania
Zapomniałam, że nie dałam im kluczy, więc musieli trochę czekać. Zauważyłam, że mnie dostrzegli, bo wstali i czekali aż się zbliżę.
-Już jestem! - oznajmiłam, wychodząc zza busa. - Mam nadzieję, że długo nie musieliście na mnie czekać! - Wszyscy się uśmiechnęli i przywitali mnie ukłonem. Poczułam się lekko zakłopotana. Nie byłam przyzwyczajona do bycia kimś aż tak ważnym. Postanowiłam, że też się ukłonię w ich stronę. W końcu byliśmy w tym samym wieku. Chrzanić zasady, dobre maniery i statusy.
-Cieszymy się, że już do nas Pani dołączyła! - odezwał się blond włosy lider.
Reszta chłopców zgodziła się z nim ruchem głowy. - Bardzo - lider miał znowu kontynuować, ale przerwałam mu niegrzecznie zostawiając go w pół słowie.
-Oj tam, jaka Pani? - rzuciłam z troszkę nerwowym tonem. -  Czy nie wspominałam o tym w firmie? Źle się z tym czuję, jak mi tak, Paniujecie. W końcu jesteśmy rówieśnikami. - Stali zdziwieni i z bici z tropu. -To, że jestem teraz waszym managerem nie znaczy, że jestem jakaś ważniejsza od was. Chciałabym byśmy zachowywali się jak znajomi, to znaczy luźniej, a nie jak w sądzie czy na policji. - Skończyłam swój wykład z uśmiechem i czekałam na reakcję chłopców. Na ich pięknych, perfekcyjnych twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy. Wszyscy wykrzyknęli jednym chórem: Dobrze! Jak wolisz... - Przy ostatnich słowach trochę się zawahali. -Noona? - odparli pytająco.
Tak bardzo się ucieszyłam. Wreszcie nazwali mnie tak jak powinni. Teraz, nie czuję frustracji.
-No to jak wszystko jasne to możemy obejrzeć wasz dorm. – Ruchem ręki wskazałam na blok niedaleko naszego położenia. Nie był zbyt wysoki.


Był w dobrym stanie. Duże pokoje, grube ściany. Dość nowy budynek. Chłopcom pewnie się spodoba. Jestem pewna, że ten dorm będzie o wiele lepszy niż ich wcześniejszy.
Przeszliśmy jakieś 40m chodnikiem, mijając takie same bloki, zanim doszliśmy do właściwego. Poczułam jak coś małego spada na mnie z góry i rozplaszcza się na mojej skórze. Zanim zdążyłam spojrzeć w górę na chmury, miliony kropel deszczu spadły jak grzmot mocząc wszystko, co napotkały. Głucho krzyknęłam przez zimno deszczu. Członkowie też byli w polu rażenia. Szybko pośpieszyliśmy do wnętrza bloku. Weszliśmy przemoknięci do suchej nitki na klatkę schodową. Deszcz nas nie oszczędził. Co sekundę czuć było jak wzrasta jego moc. Było to nawet zabawne przeżycie. Słodki V coś knuł, widać to było po wyrazie jego twarzy. Lekko cyniczny uśmieszek, uniesione brwi. Był najbardziej przemoknięty. Bacznie go obserwowałam, kiedy BTS wdało się w rozmowę. Ciągle staliśmy koło drzwi wejściowych bloku. Stał za chłopakami, opierał się o drzwi. Chłopaki wspominali i śmiali się do rozpuku, wspominając jak V kiedyś tańczył w deszczu, który tak go zmoczył, że żałował, iż w ogóle wyszedł.




Cicho zaśmiałam się na wieść o tym, ale by nie wyjść na niegrzeczną od razu zakryłam dłonią usta, by się choć trochę opanować. V był bardzo zniesmaczony tym, że chłopcy go obgadują. Złość na swój słodki sposób wzrastała w nim i coraz bardziej próbował wcielić swój niecny plan w życie. Czekał tylko na dobry moment. Jhope, Kookie i Jin prawię kładli się ze śmiechu wspominając stare, dobre czasy. Jimin parsknął w tym samym momencie, co lider, który był oparty o ścianę, trzymając jej, by ze śmiechu nie stracić równowagi. Suga jakby dreptał, ruszał się próbując to skomentować, lecz śmiech przeszkadzał. V z naburmuszoną miną bacznie obserwował, zaciskając mocno rękę na klamce. Poczułam ciepłą falę w ciele. Było to uczucie można by powiedzieć, że szczęścia. Jednym słowem bardzo polubiłam tych szczeniaków i powoli się do nich przyzwyczajałam. Z zamyślenia wyrwał mnie V, który postanowił działać. Pchnął drzwi z całej siły i odsunął się od nich. Mocno lejący deszcz wdarł się do budynku, zlewając śmiejących się do rozpuku chłopaków i tym samym oblewając mnie. Już nie było do śmiechu nikomu, jednak V świetnie się bawił. Śmiał się, rechotał, aż upadł na kolana, by śmiać się razem z podłogą, bo nikt inny tego nie robił. Rap Mon szybko zamknął drzwi sparaliżowany przez zimno. Oblani staliśmy w oszołomieniu i szoku termicznym.

Deszcz był tak zimny, a ja byłam tylko w sukience. Czułam jak mój makijaż pomału przestaje się trzymać. Trzęsłam się z zimna, tak jak reszta chłopaków. Zebraliśmy się w nie lada krąg, w którego środku leżał już mniej rozbawiony V. Spojrzał na nasze sylwetki i co raz bardziej przestawało mu być tak zabawnie.
-Stary! Co ty odwalasz?! -  zbulwersowany Jin postanowił przerwać ciszę i pouczyć V jak starszy hyung powinien. - Chcesz nas przeziębić? - Cicho słuchaliśmy kazania Jina, nikt nie próbował nawet mu w tym przeszkadzać. - Nie widzisz, że wszyscy jesteśmy mokrzy? A Noona... - Zatrzymał się na chwilę. - To znaczy Laura - Poprawił się niepewnie. - Najbardziej jest przemoknięta! - Kończąc zdanie, spojrzał na mnie i cholernie przystojnym spojrzeniem zmierzył mnie od stóp w górę.




Ah, jak niezręcznie.

Pomyślałam. Zrobiło mi się gorąco. Czułam, jakby prześwietlał mnie na wylot.
Leżący wciąż V na podłodze, także przeniósł na mnie wzrok. Chyba zrozumiał w tamtej chwili, że źle się zachował i musi nas przeprosić. Jego mina zrzedła i wstał z posadzki. Patrzeliśmy na niego, czekając na przeprosiny, które zaraz otrzymaliśmy.
-Przepraszam! - Jego głos stał się kruchy. Błądził wzrokiem po zebranych. - Na następny raz najpierw pomyślę. - Z jego słów można było bardzo wyraźnie dosłyszeć smutek, wstyd i żal. Stał ze słodką, lecz smutną miną wydymając policzki i usta. Nie podniósł głowy ani na chwilę. Było mi go szkoda. Może za bardzo się na niego wkurzyliśmy, przecież nie zrobił nic złego? Wymieniłam spojrzenia z chłopcami. Nie musieliśmy nic mówić, dało się zauważyć, że czujemy się trochę źle z całą tą sytuacją. W końcu część winy ponosimy my, którzy się z niego wyśmiewaliśmy. Krajało mi się serce.
-V... - Zwróciłam się, do wciąż nie odzywającego się chłopaka. Usłyszał mnie i spojrzał w moją stronę. - Nic się nie stało! - Próbowałam powiedzieć to jak najcieplejszym głosem, by dodać mu otuchy. Widać zrobiłam to jak planowałam, bo mina V ze smutnego przeistoczyła się w radosną. - Chodźmy do mieszkania! - Zaproponowałam. Pierwsza wdrapałam się po schodach, a za mną grupa. Męczące było trochę wchodzenie, ale już przyzwyczaiłam się do tego w pracy.
-Jesteśmy na miejscu. Jest to numer 8 na 4 piętrze. Myślę, że nie macie zastrzeżeń jeśli chodzi o tą wysokość? - Cicho zapytałam, żeby nie zwołać sąsiadów. Chłopcy pokiwali głowami i zaprzeczyli stanowczo. - Dobrze, więc wejdźmy! - Kluczykiem otworzyłam zamek i pchnęłam drzwi, wchodząc czym prędzej do ciepłego mieszkania...

3 komentarze:

  1. I znowu wyszło ci to genialnie. Nie mogę się doczekać następnego ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie ciekawi co będzie dalej :-)
    Czekam na kolejne część :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. NOO cały V coś tak czułam, że coś nawywija XD nie moge sie doczekac jak RM coś zepsuje ^^ cos tam czuje że przez burze bedzie miec problemy z powrotem do domu, ale to tylko takie moje spekulacje. Jestem na prawde ciekawa dalszego ciągu! Szybciutko wstawiaj nexta ;*
    AAA i trocho późno komentuje, przepraszam ale czasu nie mialam ;cc
    Gorąco pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy